"W społeczeństwie jeden myśliwy przypada na 360 obywateli. W Sejmie na pięciu."

Tomasz Matkowski - autor książki "Polowaneczko"

Dlaczego chcemy aby w polskich władzach było mniej myśliwych?

Dodaj wpis z poparciem

Jeśli chcesz udzielić swojego poparcia, podaj swoje imię i nazwisko, a w treści komentarza również swoje miasto.

subskrybuj przez RSS

Jest 130 komentarzy do tej wiadomości

  1. Krzys pisze:

    świadomość twoja marku tyczy się tylko pewnej grupy społecznej a szczególnie tej w rządzie.
    PILI LEKARZE, POLICJANCI, KSIĘŻA etc. namów ich by sobie zrobili krzywdę bo wykonywali swe obowiązki pod wpływem
    twój głos nie przekonał mnie bym flintę powiesił na kołku

  2. Dziki pisze:

    Do celów:
    1) Brak działań dla ochrony przyrody? hmm… sprawia to wrażenie braku wiedzy autora strony odnośnie łowiectwa. Polecam literaturę łowiecką (OHZ, zamykanie rejonów dla spokoju zwierzyny, badania, budowa paśników itp. Czy przy wielkich zimach daliście chociaż garść pszenicy dla bażanta? Nigdy nie widziałem obcego by dokarmiał zwierzynę). Co to za ochrona zwierzyny jak zabrania się redukować krukowate, przez to nie ma ani zająca ani kuropatwy. Polecam badania Anglików pod tym kątem.
    2) Pijaństwo… przepraszam ale czy nie pijesz na imprezie albo u znajomych czy na baletach? (nie porównujmy polowań do imprezy!)
    3) Brak poszanowania prawa xD A kto puszcza luzem psy w teren?! Przecież nie myśliwy. pies sobie gania a potem straszy i zagryza zwierze. Polecam statut i prawo łowieckie. Owszem, są negatywni myśliwi, ale to garstka.
    4) Tu chyba masz na myśli polityków. Co taki zwykły przeciętny myśliwy załatwi? Jak zazdrościsz układów to będziesz sam ich szukał w swojej grupie.

    Dziękuję
    4)
    3)

  3. Stanisław pisze:

    Dlaczego autor strony nie ujawni swoich personaliów?
    Bo krety, szczury i ludzie dzialajacy z niskich pobudek – pozostają zawsze w ukryciu!

  4. Dariusz pisze:

    nad autorem tej strony pochylmy głowy, żal, smutek, przygnębienie ogarnia człowieka. Zawsze było mi szkoda chorych ludzi, nie docenionych nie spełnionych w życiu zawodowym i życiowym. Co dopiero będzie jak mu się skończą leki z refundacji i będzie zmuszony kupować po pełnej odpłatności.

  5. Tomasz pisze:

    A ja popieram myśliwych, tak jak popieram rzeźników, strażaków, policjantów, pielęgniarki. Popieram gospodarkę łowiecką jak każdą inną bo jest i ona potrzebna. I nie oceniam ludzi przez pryzmat czarnych owiec.

  6. Adam pisze:

    Jestem zwolennikiem lowiectwa bo jest to element ochrony przyrody (choc wielu, błednie uwaza ze nie jest), jak rowniez wspaniale hobby (ktore nie jest tylko strzelaniem do zwierzat). Smierc jest koniecznym elementem naszego zycia dlatego ja akceptuje. Chodzi tylko o to, zeby nie byla bezsensowna. Jem mieso a uwielbiam dziczyzne dlatego nie akceptuje obludy moralnej osob ktore spozywaja mieso zwiezrat hodowlanych a jednoczesnie potepuiaja łowiectwo.
    Proponuje wiecej dowiedziec sie o łowiectwie a pozniej zakladac takie stronki

  7. Michał pisze:

    A ja nie popieram ludzi nie popierajacych zwolenników polowań, którzy jednocześnie jedzą rosół,a na drugie zraz wołowy, noszą rękawiczki z cielecej skóry, chodzą w butach i przechadzają się z torebkami na które skórę oddały inne zwierzęta.

  8. Stachu pisze:

    A czy to prawda ,że wszyscy myśliwi biją swoje żony…?

  9. Paweł pisze:

    „polowanie z samochodu jest (prawdopodobnie) nielegalne…” Haha, brawo! Autorze tego artykułu, warto czasem czegokolwiek dowiedzieć sie o tym o czym sie pisze.
    A tak poza tym to ta strona jest żenująca. Czysta agresja i piana z pyska a zero jakichkolwiek wartościowych dyskusji, wniosków, itp

  10. Bolek i Lolek pisze:

    A ja popieram TOLKA BANANA

  11. a pisze:

    Strasznie stronka tendencyjna, powinna zostać założona równocześnie strona: nie glosuję na: rzeżników (bo zabijają kurczaczki, świnki, krowki, żeby ekolog zjadł mięsko), drwali i właścicielo tartaków (bo wycinają drzewa z których ekolog ma biurko, stół, krzesło), górników (bo wydobywają węgiel niszcząc ziemię, a przez to ekolog ma prąd i ciepło) itp.Chyba, że się mylę i ekolodzy jedzą tylko trawę, meble mają z plastiki, oraz mieszkają w szałasie.

  12. andrzej pisze:

    Samo istnienie tej strony jest powodem do zaglosowania NA politykow – mysliwych

  13. Kazik pisze:

    Smieszni jestescie na tej stronie- jak przestaniecie nosić skórzane buty i jesc mięso to może porozmawaimay o „etyce ” a tak jestescie jeszcze gorsi od mysliwych. Chowacie się za baranami „ekologami” i jecie po kryjomu to co inni w rzeźniach bestialsko zamordują. Brak wiedzy i inteligencji nie jest winą.. po prostu sie jej nie ma i już.

  14. jola pisze:

    A’propos Waszych celów…

    ad1. Z tego co mi wiadomo to właśnie najwięcej dla przyrody zrobili do tej pory myśliwi(restytucja bobra, żubra, głuszca). A, że pozyskują zwierzęta… cóż, chyba jest to jeden z wielu elementów hodowli zwierząt wolnożyjących i gospodarki łowieckiej. Bez pozyskania nie byłoby łowiectwa.

    ad2. Pijaństwo – a wędkarze, żeglarze, motocykliści, kierowcy i wiele, wiele innych grup to co? Święci? Wędkarz, co prawda nie ma broni, ale po „zakrapianym” wędkowaniu musi przecież jakoś wrócić do miasta… najczęściej samochodem…

    ad3. Brak poszanowania prawa??? A to dziwne… Wydaje mi się, że myśliwi jako ogół znacznie bardziej szanują prawo niż aktywiści ekologiczni czy wędkarze(z których wielu nie ma karty wędkarskiej).

    ad4. Kolesiostwo – patrz ad2….

  15. MzL pisze:

    hehe-sami myśliwi przyznają w rozmowach „kuluarowych” że 30-50% saren pada poza ewidencją. Nie wpomnę o zwykłych machlojkach przy ważeniu tusz.

  16. MzL pisze:

    W łowiectwie nie przeszkadza mi zabijanie zwierząt – bo istotnie – jest to część człowiecześntwa, przeraża mnie w łowiectwie natomiast to, że zabijanie sprawia przyjemność. A to jest już perwersją.

  17. PanRadegast pisze:

    Do mzl piszesz: „sami myśliwi przyznają w rozmowach „kuluarowych” że 30-50% saren pada poza ewidencją”. 30 – 50 % czego? Jakiej liczby? Całej populacji? Rocznego przyrostu populacji? Koźląt? Jak już coś piszesz, to może napisz coś co ma jakikolwiek sens, bo w swojej wypowiedzi nie przekazałeś żadnej informacji. Coroczne naturalne spadki, szczególnie zimowe nie są tematem żadnych rozmów kuluarowych. Są to dane faktyczne, naukowo opracowane (na uniwersytetach i instytucjach badawczych na całym świecie), dzięki temu przewidywalne, wzięte pod uwagę przy planowaniu gospodarki łowieckiej. Tego nie wiecie, nie chcecie wiedzieć i na tym kończy się wasze zainteresowanie naturą, ekologią i (anty)łowiectwem. Jesteście ignorantami i nie macie żadnych argumentów przeciwko prowadzeniu gospodarki łowieckiej. Nie mieliście w ręku wyników zadnych badań naukowych, nie macie pojęcia o zagrożeniach, chorobach, kondycji genetycznej zwierzyny. Nie wiecie nawet podstawowych informacji o biologii, biotopie, życiu zwierzyny. Was obchodzi tylko pijaństwo, korupcja i krew (farba) na rękach myśliwych. Każdy prawdziwy przyrodnik będzie wspierał pożyteczne działania myśliwych. Nikt, żaden myśliwy nie zmusza was do akceptacji kwestii zabijania (pozyskiwania). Dla nas jest to etycznie i moralnie dopuszczalne, a nawet pożądane. Nie imputujcie nam więc swoich dziecinnych, irracjonalnych, lewackich wyobrażeń o człowieku i naturze. Wszak żadna religia, żaden system moralny, czy etyczny nie potępia i nigdy nie potepiał łowiectwa. Nie chcecie wierzyć w naszą misję, naszą etykę, tradycję, szacunek dla przyrody i ekologiczny instynkt? Nie musicie. Ale nie spłycajcie miana polskiego myśliwego do pijaka, perwersyjnego sadysty, złodzieja, łgarza, mięsiarza, chama, skorumpowanego załatwiacza. Jest nas 120 000. To duże polskie miasto. Wsród nas znajdują się ludzie do których można by przypisać powyższe epitety. Ale ogromna większość, to wspaniali etyczny i koleżeńscy ludzie, niezrównani przyrodnicy i piewcy kultury, sztuki, tradycji i historii. Jeśli ktoś ratuje, ratował i będzie ratował polska przyrodę, to w pierwszym rzędzie stawiam na myśliwych i leśników.

  18. mzl pisze:

    30-50% tego, co wykazują oficjalnie. Czyli dosadnie i bezpośrednio: wykazują odstrzał 30 saren, a do datkowo w bagażnikach wywożą 10-15 (jak sami oceniają).

    dlaczego mięsiarz jest jest gorszy od „trofeisty”??

    „ażdy prawdziwy przyrodnik będzie wspierał pożyteczne działania myśliwych”- fakt – każde POŻYTECZNE działanie jest wspierane, szkoda, że rzadko można coś poprzeć…

    problemem was – myśliwych – jest to, że nie piętnujecie nagannych zachowań swych kolegów, a szkoda, bo garstka porządnych myśliwych ma przez to kiepską reputację i całościowo (za przyzwoleniem niby-porządnych) jest jedną szemraną sitwą :D

    w krytyce łowiectwa – jeszcze raz podkreślam – nie chodzi mi o samo zabijanie, lecz o czerpanie z tego CHOREJ przyjemności

    o łowiectwie mam jakie-akie pojęcie – na studiach leśnych sporo tego było – niestety, wiele elementów łowiectwa ma kruche podstawy naukowo-teoretyczne. O genetyce nawet nie wspominajmy cała „selekcja” samców zwierzyny płowej nie ma poparcia w nauce. Był o tym nawet swojego czasu nawet artykuł w Łowcu Polskim, ale nie znam mysliwego, który go przeczytał :D – a wielu kolegów pytałem… Generalnie wystarczyło trzeźwo słuchać biologii w 4 klasie liceum – i wszystko powinno być jasne… (tak więc wyniki badań naukowych miewałem i miewam nadal) – hehe

    co do chronienia przyrody przez leśników – też byłbym daleki od entuzjastycznej opinii… Lesnicy – podobnie jak myśliwi – idą złą drogą propagandową. Mydlą ludziom oczy i robią wodę z mózgu, że pozyskanie drewna nie jest istotne we współczesnym leśnictwie (tak jak niby zabijanie zwierząt w łowiectwie). A to przecież ISTOTA i ESENCJA tych gałęzi gospodarek – nie mozna się tego „wstydzić” lecz rozmawiać z laikami stojąc na gruncie prawdy i realiów. A mydlenie oczu rozmówcy – jak pokazuje życie – zawsze obraca się przeciw mydlącemu :D

    niestety łowiectwo idzie co raz bardziej w kierunku mylnie pojętego elitaryzmu, poprzez łowiectwo załatwia się mnóstwo mniej lub bardziej ciemnych interesów interesików – a wiem o czym piszę (niestety)

    z chłodnym – ale jednak – pozdrowieniem:
    M.

  19. PanRadegast pisze:

    Panie M.,

    Cieszę się niezmiernie z faktu, że podjął Pan dyskusję. Niestety bardzo rzadko zdarza mi się rozmawiać na jakimkolwiek poziomie merytorycznym z przeciwnikami łowiectwa. Szkoda, bo moim zdaniem dyskusja z użyciem odpowiednich argumentów i elementarnym szacunkiem wobec interlokutorów może przynieść obu stronom jedynie korzyści.

    Pisze Pan:
    „30-50% tego, co wykazują oficjalnie. Czyli dosadnie i bezpośrednio: wykazują odstrzał 30 saren, a do datkowo w bagażnikach wywożą 10-15 (jak sami oceniają).”

    Ja uważam, że nie zrozumiał Pan wypowiedzi swoich kolegów myśliwych, którzy cytując Pana mówią, że „że 30-50% saren pada poza ewidencją.” Koledzy mogli mieć na myśli jedynie spadki naturalne, o czym świadczy użyte przez pana (kolegów) słowo „pada”. Zwierzyna pada z głodu; sarna najczęściej zimą z pragnienia (srogą zimą sarna pobiera wodę jedynie z wilgotnego pożywienia), zamarza, na skutek ran lub chorób. Wtedy mówi się, że zwierzyna pada.

    Co innego, gdy myśliwy wywozi zwierzynę w bagażniku, bez wpisania na odstrzale, w ewidencji zważenia i rozliczenia się w punkcie skupu, oraz otrzymania odpowiednich dokumentów umożliwiających przewiezienie tuszy. Wtedy taki myśliwy nie jest już myśliwym, tylko kłusownikiem i zwykłym złodziejem. Szczerze przyznam, że nie mogę wykluczyć takiego zachowania wśród całego grona polskich mysliwych, aczkolwiek podane przez pana „kuluarowe dane” to czyste science-fiction. Nawet w odniesieniu do ciężkich początków lat 80 takie dane byłyby grubo przesadzone. Gdyby coś takiego uchodziło w jakimkolwiek kole, miało by ono charakter zorganizowanej grupy przestępczej. Dla przykładu w moim Kole przy 90 członkach nie zdarzył się przez ostatnie lata żaden taki przypadek, za co ręczę. Co więcej myśliwy, który popełniłby taki czyn zostałby bezsprzecznie obiektem takiego towarzyskiego ostracyzmu, że nie miałby czego dalej szukać w naszym kole. Poza tym, zarząd nie szczypałby się z nim i skierował sprawę do rzecznika dyscyplinarnego, a ten dalej do prokuratury. Proszę dla przykładu poczytać sobie o działalności rzeczników i sądów łowieckich, i porównać kaliber czynów przez nich rozpoznawanych oraz ich efekt końcowy (wykluczenia sprawy karne) z oskarżeniem jakie pan wysnuwa przeciwko całej społeczności myśliwskiej. Takie działania myśliwych, przy dzisiejszych wyjątkowo (wręcz skandalicznie) niskich cenach (dla myśliwego) w skupie nie miałyby po prostu żadnego ekonomicznego czy logicznego wytłumaczenia. To się po prostu nie opłaca. Przy tym dawno już skończyły się czasy myśliwskiej bezkarności. Prawdopodobnie pana nie przekonałem, ale mimo to pozostawmy już tę kwestę.

    „dlaczego mięsiarz jest jest gorszy od „trofeisty”??” – Już tłumaczę. Mięsiarzem jest myśliwy, który patrząc po (bardzo niskich) cenach, jakie zapłaci w skupie za dziczyznę bierze sobie za cel jedynie zdobycie jak największej ilości mięsa ze zwykłej chciwości, czy skompstwa. To człowiek, którego jedynym celem jako myśliwego jest zapchanie lodówki (lodówek), bo mu szkoda pieniędzy na schab w sklepie. Taki facet, wraz z całą rodziną żywi się prawie jedynie dziczyzną. Myśliwi nie uważają takiej praktyki za etyczną.
    Myśliwy etyczny idzie na polowanie z zupełnie innymi celami, jednak w miarę możliwości zagospodarowuje upolowaną dziczyznę we własnym zakresie, czym między innymi, oddaje szacunek upolowanej istocie. W takim samym celu myśliwy skrupulatnie, pracowicie i estetycznie wyprawia trofeum, oraz eksponuje je w godnym miejscu. Takie trofeum jest wyrazem szacunku dla chwili odebrania życia zwierzynie, oraz dla samej istoty, która w tamtych okolicznościach oddała swoje życie, a także utrwala piękno i niepowtarzalność trofeum, jako unikatowego wytworu natury.

    „fakt – każde POŻYTECZNE działanie jest wspierane, szkoda, że rzadko można coś poprzeć…”

    Panie M. pan raczy nie kpić. Jeszcze nie widziałem żadnego pseudoekologa, żeby dorzucił choćby złotówkę, lub poświęcił choćby godzinę pracy przy reintrodukcji zająca, bażanta, kuropatwy. Żaden pseudoprzyrodnik nie wie nawet o takich akcjach. Nie wie również o działaniach Fundacji Ochrony Głuszca, o reintrodukcji Rysia, o czynnej ochronie kuraków leśnych, o programie ożywić pola, o współpracy z ornitologami przy ochronie błotniaka, a także sokoła wędrownego. Żaden pseudoekolog nie wie, ze to za sprawą myśliwych, po wojnie do polski powróciły całkowicie (do nogi np. populacja jelenia) wytrzebione gatunki zwierzyny. To my płacimy rolnikom za pozostawienie remiz i miedz wśród monokultur rolnych by zwierzyna drobna miała jakiekolwiek szanse przeżycia. To my staramy się wyeliminować zagrozenia ekologiczne, jakie powstały przez normy prawa unijnego (nieposkromiony rozrost populacji lisów spowodowany szczepionkami przeciwko wściekliśnie – warunek eksportu mięsa do UE) Nie mówię o wielu innych mniejszych przedsięwzięciach, o edukacji przyrodniczej w szkołach nie wspominając. A co najważniejsze robimy to za pieniądze z własnej kieszeni. Proszę sprawiedliwie przyznać, że to wcale nie jest mało.

    „w krytyce łowiectwa – jeszcze raz podkreślam – nie chodzi mi o samo zabijanie, lecz o czerpanie z tego CHOREJ przyjemności” A ja się pytam, co jest w tym chorego? Czy my się pastwimy nad zwierzyną? Myśli pan, że czerpiemy z tego jakąś przyjemność seksualną? Nie. Dla nas przyjemnością samą w sobie jest możliwość obcowania z przyrodą. Dzięki temu przyrodę znamy i wiemy, co nam wolno. Wolno nam etycznie i z korzyścią dla środowiska odbierać życie zwierzynie. Tak jak hodowcy świń wolno ubić świnkę, którą karmił, troszczył się o nią, nazwał imieniem, drapał za uchem i do końca lubił i szanował. Jemu też wolno odebrać swojemu zwierzęciu życie. Czy samo odebranie życia sprawia mu to chorą przyjemnosć? Nie. Czy lubi swoją pracę? Na pewno tak. Bo wie, że robi coś pożytecznego i potrzebnego. Sprawnie zabijając ma pewność, że zwierze nie cierpi.

    Oj, jak przedmiot wykładany na studiach leśnych może nie mieć podstaw naukowo-teoretycznych? Podstawy nie tylko teoretyczne, ale empiryczne ma takie, jakich pozazdrościć mogłyby niektóre inne działy nauk przyrodniczych. Proszę sobie przypomnieć z czasów studiów, o ile pana tego uczono, o ośrodkach badawczych w Polsce i za granicą, o OHZ-ach, o badaniach prowadzonych na zwierzynie płowej, o wszystkich wzorach teoriach i prawach dotyczących zwierzyny. O podręcznikach, opracowaniach naukowych, materiałach pokonferencyjnych, których prawdopodobnie nigdy pan nie miał w swoich rękach, mimo studiowania przedmiotu – gospodarka łowiecka na studiach.

    A jeśli chodzi o rzeczony artykuł w Łowcu Polskim, to również przemawia przez pana brak podstawowych informacji na temat gospodarki łowieckiej. Artykuł ten był krytyką nie samej selekcji, bo ta jest podstawą gospodarki zwierzyną płową i nie jest krytykowana przez środowiska naukowe, lecz krytyka obejmuje obecne kryteria selekcji. W artykule tym skrytykowano jednolite kryteria selekcji dla całego obszaru Polski i takie same dla wielu różniących się od siebie lat. To znaczy, że skrytykowano ocenianie przez selekcjonerów na takich samych warunkach np. rogaczy w świętokrzyskim (biotopowo różniących się masą i formą) od rogaczy w puszczy Piskiej (średnio o dużo słabszej formie poroża). Na tym polegała krtytka obecnego stanu rzeczy.

    Jesli chodzi o samą selekcję, spróbuję wytłumaczyć w prosty sposób. Zacznę od podstaw. Kiedy dawne ziemie dzisiejszej Polski porastała ogromna prapuszcza poprzecinana jedynie prastepami, występowało na jej powierzchni wiele gatunków zwierząt w tym drapieżników. Natura regulowała się sama i nie było potrzeby ingerencji człowieka. Człowiek w takiej prapuszczy polował, pobierał inne pożytki w zasadzie nie zagrażając temu ogromowi różnorodności biologicznej. Obecnie ten sam obszar pokrywają w większości monokultury rolnicze i małe płachetki lasów gospodarczych. Taki las gospodarczy ma do zaoferowania pożywienie i schronienie jedynie dla ograniczonej populacji. My tę liczbę (zagęszczenie) znamy i nazywamy „pojemnością łowiska”. Dlaczego utrzymanie populacji każdego gatunku zwierzyny jest takie ważne? Po pierwsze za duże zagęszczenie zwierzyny powoduje ograniczenie ilości pokarmu przypadające na sztukę. Taki stan rzeczy powoduje dużo większe szkody w lesie, w rolnictwie i obniżenie kondycji populacji. Do tego dochodzi zagrożenie rozprzestrzeniania się chorób. Zbyt mała populacja to problemy innej kwestii. Chów wsobny (kojarzenie krewniacze) prowadzi do ujawnienia niekorzystnych alleli recesywnych i zmniejszenia się różnorodności genetycznej populacji na skutek przyspieszonego dryfu genetycznego. Dlatego tak istotne jest utrzymywanie populacji gatunków zwierzyny (szczególnie płowiej) na odpowiednim poziomie. Jako, że co roku przybywa nowe pokolenie zwierzyny, myśliwi po przeprowadzeniu inwentaryzacji (metodami naukowymi i obserwacyjnymi) podstawiając liczby do odpowiednich wzorów wyliczają dokładną ilość zwierzyny, rozróżniając wiekowo i płciowo, do pozyskania. Plan taki konsultowany jest z władzami samorządu i zatwierdzany przez lasy państwowe. Selekcja natomiast polega na tym, że z przewidzianej do odstrzału liczby samców zwierzyny podlegającej selekcji (sarna – rogacz, jeleń – byk, daniel, jeleń sika, muflon) pozyskiwane są, przez odpowiednio przeszkolonych myśliwych z odpowiednim stażem i uprawnieniami, tylko te samce, których cechy nie mieszczą się w normach określonych dla danego gatunku. To znaczy takie, które nie są pożądane przy rozrodzie, z powodu niepożądanych cech generycznych, wad, chorób, czy zwykłej słabości, a także zaawansowanego wieku. W przypadku tych gatunków oceny tej dokonuje się na podstawie określonych wzorców poprzez ocenę poroża, wieńca lub ślim (rogów muflona), gdyż są one jasnym wyznacznikiem zdrowia, kondycji i wartości genetycznej osobnika. Warto zauważyć, że w Polsce dokonuje się odstrzału selekcyjnego jedynie do liczby zaplanowanej w planie. W Niemczech dla przykładu eliminuje się wszystkie osobniki niespełniające surowych norm.

    „co do chronienia przyrody przez leśników – też byłbym daleki od entuzjastycznej opinii… Lesnicy – podobnie jak myśliwi – idą złą drogą propagandową. Mydlą ludziom oczy i robią wodę z mózgu, że pozyskanie drewna nie jest istotne we współczesnym leśnictwie (tak jak niby zabijanie zwierząt w łowiectwie). A to przecież ISTOTA i ESENCJA tych gałęzi gospodarek – nie mozna się tego „wstydzić” lecz rozmawiać z laikami stojąc na gruncie prawdy i realiów. A mydlenie oczu rozmówcy – jak pokazuje życie – zawsze obraca się przeciw mydlącemu :D

    Panie M., czy na prawdę mydlę panu oczy?
    Ja twierdzę, że wraz z prawdziwymi naukowcami, ornitologami, ichtiologami itp. (z którymi na co dzień współpracujemy) leśnicy i myśliwi są najwybitniejszymi znawcami przyrody i przy okazji prowadzenia gospodarki leśnej, gospodarki łowieckiej zależy im (nam) na ochronie naszej przyrody. Jeśli chodzi o drogę propagandową, proszę spojrzeć na tytuł strony, za której pośrednictwem mamy przyjemność (przynajmniej ja) prowadzić ten niezobowązujący dialog. Proszę przypomnieć sobie tendencyjne i nieukrywanie niesubiektywne reportarze w TVN-ie, GW i innych mediach. Dla nas jest to krzywdzące i niesprawiedliwe. Dla tych mediów jest to modne, chwytliwe i świetnie wpisuje się we współczesne miejsko – lewackie nurty. Wiem o czym mówię, bo mieszkam w centrum Warszawy i na co dzień muszę tłumaczyć sie z bycia myśliwym osobom, które nie mają zielonego pojęcia o przyrodzie, łowiectwie itp., a jednak mają tak utwierdzone poglądy, i tak agresywnie reagują na słowo myśliwy, że czuję się zaszczuty i jest mi niezwykle przykro.

    „niestety łowiectwo idzie co raz bardziej w kierunku mylnie pojętego elitaryzmu, poprzez łowiectwo załatwia się mnóstwo mniej lub bardziej ciemnych interesów interesików – a wiem o czym piszę (niestety)”

    Nie prawda. W moim ponad 90 osobowym kole większość stanowi ludność lokalna, rolnicy, mieszkańcy pobliskich wsi i małych miasteczek. W większości właściciele i pracownicy małych przedsiębiorstw. Przy tym bardzo porządni ludzie. Zaledwie garstka nas ma wyższe wykształcenie i mieszka w większych miastach. Ja nie załatwiłem jeszcze nigdy żadnego interesiku podczas polowania. Jeśli tak rzeczywiście bywa, to cóż, równie dobrze, można załatwiać interesy na wyjeździe na narty, „konferencji” lekarskiej, w saunie, czy przy kolacji w drogiej restauracji, albo gdziekolwiek indziej.

    Pozostając w szacunku,
    Pozdrawiam
    R.

  20. Robert pisze:

    „co do chronienia przyrody przez leśników – też byłbym daleki od entuzjastycznej opinii… Lesnicy – podobnie jak myśliwi – idą złą drogą propagandową. Mydlą ludziom oczy i robią wodę z mózgu, że pozyskanie drewna nie jest istotne we współczesnym leśnictwie (tak jak niby zabijanie zwierząt w łowiectwie). A to przecież ISTOTA i ESENCJA tych gałęzi gospodarek – nie mozna się tego „wstydzić” lecz rozmawiać z laikami stojąc na gruncie prawdy i realiów. A mydlenie oczu rozmówcy – jak pokazuje życie – zawsze obraca się przeciw mydlącemu :D

    Trochę w tym prawdy… pamiętam jak LP były przeciwne wprowadzeniu Natury2000. Pan Ryszard z-ca z generALNEJ przekonywał wszystkich jakie to zło. Puszczono plotkę, że N2000 to ludność miejscowa będzie żyła jak w rezerwacie. Okażało się, że LP dostaną także dopłaty unijne i już N2000 było OK.
    Natomiast ochrona przyrody tj temat od bodajze 95 roku kiedy weszlo rozporządzenie 11a i już wszyscy leśnicy na rozkaz pokochali przyrodę. Wczeniej zupełnie nie robiono niczego dla ochrony przyrody poza budkami dla ptaków. Teraz też nie za dużo ale medialnie leśny PR małpując z organizacji pozarządowych robi jasełka jacy oni są OK.
    MNie zastanawiają natomiast tzw polowania administracyjne? co to jest i kto z ato płaci.

    Także zastanawia mnie nazwa Lasy Państwowe tzn czyje? Nazwa ta jest niezwykle myląca, wprowadzająca społęczeństwo w błedne myślenie. Bo to jest tak jakgdyby Agencja Rynku Rolnego nazwała się Grunty Państwowe i cały zysk zjadała administracja ARR, która też prowadzi gospodarkę, użytkuje budynki, dzirżawi rolę.
    Ijeszce jedno… polowania miała za darmochę

  21. PanRadegast pisze:

    Nie pracuję w LP, więc nie będę się wypowiadał, ale z tego, co wiem kiedyś na terenach naszego Koła zorganizowano coś takiego jak „polowanie administracyjne”. Polegało to na tym, że brali w nim udział myśliwi – pracownicy ALP. Z tego, co mi wiadomo za strzeloną zwierzynę płacili sami uczestnicy, a nie Lasy. Czy za samą organizację płaciły lasy, tego nie wiem. Wiem, że było bardzo oficjalnie i kulturalnie. W ogóle impreza na najwyższym poziomie (tradycja, oprawa itp.). Z tego co rozumiem, to chyba coś w rodzaju imprezy integracyjnej dla oficjeli LP. LP mają swój własny budżet i swoje fundusze socjalne, reprezentacyjne itp., więc jeśli poszły na to jakieś środki z LP, to raczej z tych funduszy. W większości „polowania administracji LP” odbywają się jednak w OHZ-ach, które należą i prowadzone są przez ALP, więc raczej po kosztach. Ale na tym się nie znam, więc nie chcę bajdurzyć.

    Co do wcześniejszych moich wypocin, na początek polecam obejrzeć progtam tv bardzo „specyficznej” stacji. Podaję link:

    Najlepiej zacząć od odc. 10 i 11.

    http://www.tv-trwam.pl/index.php?section=natropie

  22. mzl pisze:

    Panieradegast,
    Naszego sporu pewnie nie rozstrzygniemy, mimo to odniosę się do kilku kwestii. Będę nawiązywał do poszczególnych zagadnień, w przypadkowej zupełnie kolejności…

    Doskonale rozumiem, czym się różni naturalny upadek zwierzęcia od nielegalnego odstrzału, myśliwi, którzy o tym opowiadają (nie jeden, nie z jednego koła) też doskonale wiedzą, o czym mówią. Nie zaciemniajmy więc sprawy, że niby nieporozumienie, niby niedogadanie… nie bądźmy dziećmi.

    Ja nie jestem lewakiem (absolutnie!!) ani tym bardziej nie mieszkam w Warszawie (przeciwnie – w środku lasu) – i podobnie jak wielu ludzi uważam łowiectwo za przeżytek i dość barbarzyńskie zajęcie. Myślę, że może w sposób przemyślany, a może mimochodem próbuje Pan mydlić mi oczy… skoro w łowiectwie najważniejszy jest kontakt z naturą – „rzuć Pan” flintę w kąt i „jeździj Pan” do lasu z samą lornetką, ja tak czynię…

    Selekcja samców zwierzyny płowej – chyba nie czytał Pan jednak artykułu, o którym piszę (dotrę w końcu do niego ponownie). Problem polega na tym, że sposób „selekcji” polegający jedynie na eliminacji osobników niepożądanych nie może być skuteczny. Nie może być – choćby nie wiem jak marzył o tym selekcjoner. Aby uzyskać efekt hodowlany należy: separować osobniki o cechach pożądanych, przeprowadzać kontrolowane zapłodnienie, testować cechy u potomstwa, do prawdziwej selekcji przeznaczać pary przekazujące daną cechy potomkom. Czyli ZOOTECHNIKA, a nie ŁOWIECTWO. Selekcja myśliwych mogłaby równie dobrze polegać na odstrzale byków z ogonem zaginającym się w lewą stronę – skutek na poroże byłby taki sam… O tym właśnie traktował artykuł w Łowcu, artykuł, którego żaden mój rozmówca nie przeczytał. To jest niestety wiedza na poziomie liceum.
    Dodam jeszcze od siebie – jak można prowadzić selekcję tylko na samcach, pomijając samice? Samice mają więcej materiału genetycznego niż samce (DNA pozajądrowe, m.in. mitochondrialne). Mało tego selekcję prowadzoną przez myśliwych można by porównać do pomysłu, że aby ograniczyć w populacji ludzkiej daltonizm (występujący u mężczyzn) – wprowadzić odstrzał chorych mężczyzn. Brak wiedzy, że za tę przypadłość odpowiedzialny jest wyłącznie chromosom X dziedziczony tylko od matki spowodowałby, że byśmy namiętnie strzelali do daltonistów daltonistów szczerze się dziwili, skąd rodzą się następni. Ale możnaby opowiadać bajki, że gdyby nie odstrzał, to by daltoniści świat zalali 

    Chyba świadomie sprowadza Pan dyskusję na gorszy poziom, używając terminów pseudoekolog. Trudno mi się odnieść do argumentów zawierających tę MODNĄ wśród myśliwych nazwę, ponieważ nie wiem, czy sam jestem pseudoekologiem w Pana oczach. Zakładając, że jednak tak – odpowiadam, że sam poświęcam setki prywatnych godzin, tysiące złotych własnych pieniędzy na pseudoekologiczne działania związane z ochroną i monitoringiem zagrożonych gatunków – głównie ptaków. Mało tego – znam kilkudziesięciu pseudoekologów, którzy robią to z jeszcze większym zaangażowaniem i oddaniem. I co ważne – nie liczymy, że w przyszłości będziemy mogli czerpać zyski z efektów tych działań.

    Leśnicy (jako ogół, grupa zawodowa) niestety nie są ani znawcami, a ni miłośnikami przyrody. Znam ten problem „od środka”.

    Jeszcze etyka… czy jestem nienormalny, że rażą mnie opowiadane z niekłamaną wesołością (i na trzeźwo!) przygody z polowania mniej więcej w tym wydźwięku i w takim słownictwie: mój rozmówca mierzył do tego pier… lisa, jak mu wypier… ze sztucera, to aż mu flaki wywaliło, poszedł jeszcze kawałek i się wyje… na bok – itd…??? I proszę nie pisać, że to jakieś wyjątki!!!
    Pozdrowienia ze środka lasu dla „Marszałkowskiej”!! -M

  23. ADMIN pisze:

    STAŁA SIĘ RZECZ STRASZNA
    zapomniałem hasła dostępowego do strony http://nieglosujenamysliwych.pl i nie mam wpływu na zamieszczane komentarze. Pozostaje mi jedynie możliwość występowania jako GOść.
    Zmieniłem diametralnie swoje poglądy i obecnie przestała interesować mnie polityka. Szkoda, że nie mogę dostać pozwolenia na broń bo zapewne też wziąłbym się z apolunek
    Darz Bór

  24. anka pisze:

    Szczerze to wybierając polityka mam w nosie czy jest myśliwym, wędkarzem, pszczelarzem, gejem, tranzwestytą, itd. Wybierając polityka kierują się jedynie jego osiągnięciami i racjonalizmem w przyszłych planach. Na tą stronę trafiłam przez koleżankę działającą w ruchu ekologicznym, która przesłała mi link. I niestety muszę stwierdzić, że ludzie walczący o tolerancję i równość sami są nietolerancyjni dla pogladów innych niż ich własne. Dlatego być może celowo zagłosuję na myśliwego w przyszłych wyborach. Ot, na przekór fałszywym „piewcom tolerancji”

  25. selekcjoner pisze:

    Pozdrawiam idiotę który założył tą stronę :)
    Polecam dobrego lekarza…

  26. Andrzej pisze:

    Więc tak.Mógłbys zamkknąć tego polskiego ryja a nie nie głosować.Do właściciela tej storny Ty polska świnio.(głupia)Zreszta wy polskie kundle nie umiecie nawet dubeltówki wyprodukować.Tylko polujecie z NIemieckich lub Rosyjskich,ew z austriackich lub włoskich.Tydzież Szwecki i inne w znikomym procencie.
    to raz…
    Dwa polski kundlu.Do polski przyjerdza wiele VIPów z całej Europy również z famili królewskich na polowania dostarczając trochę kasy lokalnym kołom.
    To juz tema na inną pogawędke ale niestety nie dla polskiego kundla…
    PS.
    Takiego jak ty kundla.

  27. marcin pisze:

    Jest pan niedoinformowanym karierowiczem .
    To nie prawda ,ze w innych krajach lowiectwo jest pietnowane .
    Mieszkam w Norwegii i tutaj lowiectwa nikt sie nie wstydzi ,a polowac z doroslym mozna juz po ukonczeniu 15 roku zycia.
    Poluja tez politycy i kazdy kto chce, a swiadomosc ochrony przyrodu jest tu o wiele wieksza niz w Polsce.
    Czlowiek polowal od zawsze i jest to jego naturalne zajecie ,bardziej naturalne niz siedzenie przed telewizorem.

  28. ekolog pisze:

    To normalne ze politycy sa mysliwymi.Od zawsze czlowiek polowal i w grupie ludzi ci co mieli zylke lowiecka i byli mysliwymi byli samcami alfa-przywodcami.
    Część mezczyzn ktora nie nadawala sie do polowania – pomagalo kobietom w zbieractwie i pilnowaniu obozu, oraz częsc mezczyzn nie nadajaca sie do niczego siedziala przy ognisku ,narzekala i czekala az cos dostanie.
    Ci ostatni zakladaja teraz strony takie jak ta.

  29. SynMysliwego pisze:

    Myślistwo w obecnym kształcie to niestety dewiacja. Każda przedwczesna śmierć (np.od postrzału), zarówno człowieka lub zwierzęcia jest zawsze cierpieniem i dramatem dla ginącej jednostki. Znam wielu myśliwych i śmiało mogę powiedzieć, iż jest w ich psychice coś wspólnego, prymitywnego, (nie pierwotnego , nie ma to nic wspólnego z polowaniem ludzi pierwotnych w celu przetrwania). Myśliwych cechuje fetyszyzowanie śmierci, śmieszna obrzędowość, kult prymitywnej siły, często problemy z własnym ego. Dobrze, że jest taka stronka.

  30. Krzys pisze:

    synu myśliwego!!!
    wytłumacz to matce dziecka zagryzionego przez pieska sąsiada. przekonaj ministra obrony by zlikwidował armię. podziel się zarobkami z rolnikiem, któremu dziki zjadły plantację. i jak się kładziesz spać to rączki na kołdrę… zboczeńcu

Zamieść komentarz

Developed by Verdox

Nie Głosuję Na Myśliwych is powered by WordPress.